7 przeszkód na drodze do zrealizowania noworocznych postanowień

Nowy rok, nowy początek. Jedni z nas entuzjastycznie puszczają fotki na Instagrama z listą noworocznych postanowień, inni krytykują takie pomysły i uważają, że dalej będzie jak było i nie ma co się wysilać. Moja opinia na ten temat leży gdzieś pomiędzy skrajnościami kon­ti­nu­um wyznaczonego przez miłośników z jednej, a hejterów i krytyków z drugiej. Dzisiaj chciał­bym się nią podzielić przy okazji pokazując, jak podejść do tematu planowania zmian w nieco odmienny sposób.

Zacznijmy od tego, że lista noworocznych postanowień powinna nazywać się „listą pobożnych życzeń”. Wynotowane zachcianki w rodzaju „schudnąć 20 kg”, „spłacić długi”, „nie marnować tyle czasu na Facebooku” – nie mają wiele wspólnego ani z poprawnie określonymi celami, ani z planem ich realizacji. Jednakże sygnalizują kierunek, w jakim chcemy iść w tym wspaniałym nowym roku – i mogą przyświecać nam przez cały czas jak latarnia morska okrętowi za­gu­bio­nemu na bezkresie mórz i oceanów.

Więcej na ten temat określania i osiągania celów dowiesz się z artykułu Jak skutecznie wyznaczać i realizować cele – być może warto go przeczytać przed dalszą lekturą.

Na początku najważniejsze jest zrozumienie, że w trakcie pracy nad celami i strategią ich realizacji napotkasz na poważne przeszkody. Mają one formę uprzedzeń i założeń, wy­wie­ra­jących gigantyczny wpływ na prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu, lecz niestety nie pozwalających się łatwo zauważyć, ponieważ tkwią zakopane głęboko w mechanizmach naszego codziennego myślenia i zachowania. Obnażmy i wydobądźmy niektóre z nich na światło dzienne.

1. Pragnienie rewolucji

Wszyscy chcielibyśmy, żeby świat wykonywał nasze rozkazy jak za skinieniem magicznej różdżki. Wyrażamy życzenie i tadaaa! – jesteśmy piękni, bogaci i szczęśliwi. Szczególnie mocno odczuwamy to pragnienie wtedy, gdy rozglądamy się po naszym małym, brzydkim grajdole i odczuwamy brak tego, o czym marzymy. Stąd bierze się chęć rozpieprzenia wszystkiego w drobny mak i zbudowania na nowo, według świeżej, doskonalszej koncepcji.

A więc zakasujemy rękawy i rzucamy się do roboty tylko po to, żeby opaść z sił w pół drogi do celu. Rewolucjoniście zazwyczaj wystarcza energii wyłącznie na zburzenie dotychczasowego porządku rzeczy i na nic więcej.

Skąd bierze się założenie, że aby zbudować coś nowego, najpierw trzeba zniszczyć stare? Być może z przeświadczenia, że rzeczywistość jest wykuta z kamienia i nie wystarczy nam ani czasu, ani cierpliwości, żeby udało się ukształtować ją w mniej agresywny sposób. Myślimy tak, ponieważ zaślepia nas iluzja niezmienności.

2. Iluzja niezmienności

Ludzie nie spisują się dobrze w zauważaniu drobnych zmian. Biologicznie wciąż jesteśmy drapieżnikami wyczulonymi na gwałtowny ruch zrywającej się do ucieczki zwierzyny i z trudem przychodzi nam rejestrowanie niewielkich transformacji otoczenia rozłożonych w czasie. Łatwo więc nabyć przeświadczenia o mozole związanym z realizowaniem celów lub wręcz o niemożliwości ich osiągnięcia bez wykonania jakiegoś szalonego, powstańczego zrywu.

Jednak, jak zauważyli to już mądrzy Rzymianie, „kropla drąży skałę nie siłą, lecz ciągłym spadaniem” (Owidiusz). Możemy osiągać niesamowite rzeczy nie wybuchową, krótkotrwałą gwałtownością (do której większość z nas ma niewystarczającą energię), lecz systematyczną wytrwałością i dyscypliną. Potrzebujemy do tego wyłącznie odrobiny cierpliwości.

Iluzja niezmienności wynika z krótkowzroczności. Oczywiście nie mam tutaj na myśli wady wzroku, lecz błędne zrozumienie natury zachodzących w przyrodzie zjawisk.

3. Krótkowzroczność

Przez krótkowzroczność rozumiem przeświadczenie, że większość procesów w otoczeniu ma charakter liniowy, a więc pewne wskaźniki rosną lub maleją w jednakowym, raczej jedno­stajnym tempie.

Niestety często mijamy się z prawdą – i to grubo – ponieważ sięgamy wzrokiem (a raczej wyobraźnią) zbyt blisko.

Popatrz na poniższy wykres.

Wzrost liczby ludności Ziemi w latach 1000-2000

Matematyk, widząc podobny wykres, nazwałby go wykresem funkcji wy­kład­ni­czej. Ekonomista – wykresem funkcji procentu składanego. Zjawiska posiadające właściwości funkcji wykładniczej są bardzo trudne do wychwycenia przez bardzo długi czas, a potem nagle BUM! – następuje gwałtowny wzrost wartości. Przez długi czas nic się nie dzieje, linia wykresu przypomina linię prostą (funkcję liniową). Ot, rośnie sobie pomału w niezmiennym tempie. I jeśli w porę nie zorientujemy się w charakterze zjawiska – już po nas (w przypadku zjawisk negatywnych).

 

Weźmy za przykład namnażanie się bakterii. Najpierw w litrowym naczyniu jest tylko jedna, która pierwszego dnia dzieli się na dwie. Kolejnego dnia dwie komórki dzielą się znowu i mamy 4 bakterie. I tak dalej, dzień za dniem. Naczynie wydaje się kompletnie puste nawet po 3 tygodniach, gdy zamieszkuje je ponad 4 miliony bakterii.

Mija cały długi miesiąc. Na dnie znajduje się piękna kolonia bakterii o liczebności 1 biliona (to 1 z dziewięcioma zerami), zajmując około 1/8 butli. Ile jeszcze czasu zajmie tym małym paskudom wypełnienie całego naczynia? Wygląda na to, że parę miesięcy.

Błąd! Nic bardziej mylnego. Nie doceniliśmy skubańców. Dwa dni później butelka jest już w połowie pełna, a kolejnego dnia – wypełnia się po brzegi.

Einstein nazwał tego typu zjawiska „ósmym cudem świata” i myślę, że nie przesadził.

 

Być może nie ma dokładnego przełożenia między funkcją wykładniczą (bądź postępem geometrycznym) a osiąganiem celów, jednak z pewnością można zauważyć pewną analogię. Przez długi czas mozolnie, w pocie czoła harujesz jak wół, a mimo to niewiele się dzieje i dopiero przed samym finiszem zaczynasz widzieć pierwsze jaskółki sukcesu. Wcześniej, przez długi czas, nie ma żadnych. Jakbyś biegł w maratonie krętą, górską drogą i za którymś z nie­zli­czonych zakrętów nagle, bez ostrzeżenia, wpadł na metę.

Dlatego systematyczność, cierpliwość i wytrwałość powinny stanąć bardzo wysoko na liście cnót, które będziesz pielęgnować w tym roku, jeżeli rzeczywiście chcesz coś osiągnąć.

4. Nawyki nie działają

Teraz czas na nawyki, o których mówi się i pisze na okrągło aż do porzygania, sprowadzając całą naukę i sztukę realizowania celów do konieczności wyrobienia sobie odpowiednich nawyków. Gdyby to było takie proste…

W moim życiu nawyki nie działają, pomijając bardzo proste czynności, które powstały w wy­ni­ku ciągłego optymalizowania i ulepszania codziennej rutyny. Działają natomiast 3 inne rzeczy: harmonogram, reguły i świadomość sytuacji (mindfullness).

Gdy wiesz, jakie czynności i zadania prowadzą do osiągnięcia założonych celów, pozostaje tylko je wykonać. Tworzysz więc harmonogram – listę zadań do wykonania każdego dnia, przybliżających cię do celu. Pozostaje tylko trzymać się go jak najściślej i sprawa załatwiona.

W przypadkach, których harmonogram nie obejmuje, tworzysz reguły postępowania w postaci „jeśli A to B”. Gdybym chciał spędzać mniej czasu na Facebooku żeby mieć go więcej na pi­sa­nie, to mógłbym stworzyć sobie taką regułę: „Zanim włączę Facebooka napiszę przy­naj­mniej 100 słów” albo „Wchodząc na Facebooka nastawię budzik na 25 minut i słysząc go natychmiast zamknę stronę”.

Takich rzeczy nie można robić bezmyślnie (czytaj: nawykowo), dlatego niezbędny jest wysoki poziom świadomości chwili (ang. mindfullness). Tę świadomość należy cały czas rozwijać i kultywować, co samo w sobie stanowi ambitny i wartościowy cel.

5. Nie rób tego co kochasz

Aby stać się mistrzem realizowania celów, należy pokochać… realizowanie i osiąganie celów

Przynajmniej nie rób tego przez cały czas, jeśli chcesz osiągnąć cele wynikające z noworocznych postanowień. W kręgach ludzi skupionych na rozwoju osobistym pokutuje przekonanie, że do każdego wartościowego celu prowadzi droga usłana płatkami róż i jeżeli w trakcie jej pokonywania musisz robić coś, czego nienawidzisz (np. dzwonić do nieznajomych w poszukiwaniu potencjalnych klientów albo, dajmy na to – pisać artykuły na bloga), to natychmiast dezerterujesz.

Aby stać się mistrzem realizowania celów, należy pokochać… realizowanie i osiąganie celów. Jeżeli całą mocą swojego racjonalnego umysłu uznajesz jakiś cel za wartościowy i godny osiągnięcia, to bądź gotowy walczyć o niego – nie tylko ze światem, ale także ze sobą – z własnym pragnieniem komfortowego i leniwego życia.

Z drugiej strony oceń, czy twój cel nie wymaga przypadkiem robienia czegoś, na co absolutnie nie masz ochoty. Pamiętaj – cel to nie tylko meta, ale również droga do niej. Samo osiągnięcie wspaniałego celu może nie wystarczyć, żeby zrekompensować poświęcenia i ofiary poniesione w trakcie jego realizacji.

Wszystko musi być wyważone. Wyświechtane frazesy typu „rób to, co kochasz” często są zbyt płytkie, aby bezkrytycznie się nimi kierować.

6. Brak dyscypliny

Nie można osiągnąć żadnych bardziej ambitnych osobistych celów bez choćby niewielkiej dozy dyscypliny.

Kultywowanie dyscypliny (oraz przy okazji systematyczności, cierpliwości i wytrwałości) jest nie tylko niezbędnym składnikiem osiągania i realizowania celów, ale także wyjątkowo wartościowym osobistym celem samym w sobie. Dyscyplina pozwala osiągać cele i jedno­cześ­nie cieszyć się ze wszystkiego, co wymaga jej samej do popychania spraw naprzód. To niemal jak psychologiczne perpetuum mobile – im lepiej potrafisz się zdyscyplinować, tym większą czujesz satysfakcję z pokonywania kolejnych etapów drogi do sukcesu, a im częściej dzięki dyscyplinie osiągasz zamierzone cele, tym większą satysfakcję czujesz z jej pie­lę­gno­wania i rozwijania.

7. Niedocenianie wartości przeszkód

Osiąganie celu często zależy od wykonywania określonych zadań dzień po dniu, zazwyczaj przez bardzo długi czas. Wymaga więc systematyczności, cierpliwości i wytrwałości, o których była mowa przed chwilą, jak również dyscypliny i samoświadomości. Twoim zadaniem jest właściwie tylko zidentyfikować te czynności, ułożyć harmonogram działania na każdy dzień i robić to, co musi zostać zrobione tak długo, jak trzeba. Niby proste, a jednak trudne.

Przecież jeżeli chcesz schudnąć 20 kg, musisz zmienić skład i częstotliwość swoich posiłków, a także zacząć więcej się ruszać. Proste? Każdy to wie, ale niewielu dysponuje odpowiednią wizją celu i charakterem, żeby zrealizować to w praktyce. Jeżeli chcesz spłacić długi, po­dej­mu­jesz się dodatkowej pracy i robisz to, czego ta praca od ciebie wymaga dotąd, aż spłacisz wierzycieli. Proste? Proste – ale ponownie, wielu wybiera codzienny komfort i pozwala lenistwu wziąć górę. Jeżeli nie chcesz marnować czasu na Facebooku, tworzysz ograniczenia w postaci reguł postępowania i trzymasz się ich, ponieważ tak postanowiłaś. Proste? Oczywiście, ale przecież to jest nieprzyjemne, a uzależnienie od dopaminy zalewającej mózg po każdym zalajkowaniu – silne.

Zawsze pojawiają się jakieś przeszkody, dlatego nie można pozwolić, żeby pierwsze potknięcia w drodze do celu były także ostatnimi. Usuwanie przeszkód, ulepszanie sposobu działania i podejmowanie ponownych prób jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu. I tak długo, jak tylko utrzymamy żywą wizję ostatecznego celu, będziemy w stanie posuwać się do przodu.

Możliwości działania mogą być ograniczone… jednak umysł nie ma ograniczeń. Ponieważ możemy zmieniać się i kształtować wedle uznania. Umysł, napotykając przeszkody, na swą korzyść je obraca. Przeszkody prowokują działanie. Co na drodze staje, samo w drogę się przeradza.

Marek Aureliusz

Nie powinniśmy obawiać się żadnej przeszkody, którą napotkamy po drodze. Celów nie osiąga się pomimo przeszkód, lecz dzięki nim. Po prostu droga do każdego celu jest wyznaczona i odmierzana przeszkodami. A każda pokonana przeszkoda staje się kamieniem milowym, pomnikiem twojej zdolności adaptacji i determinacji.

Powodzenia w Nowym Roku! 🙂

Shares