Jak pracować w domu i nie zwariować

W tym artykule podzielę się swoimi doświadczeniami i zasugeruję, w jaki sposób poradzić sobie z problemami, z którymi nieuchronnie wiąże się praca z domu. Bez względu na to, czy masz w swoim domu lub mieszkaniu wyodrębnioną przestrzeń na biuro czy pracujesz przy kuchennym stole, czy wokół ciebie pełno jest innych domowników czy też w samotności delektujesz się ciszą i spokojem—w każdych okolicznościach pojawiają się przeszkody. Spróbujmy je zidentyfikować i znaleźć jakieś rozwiązania.

Wróg numer jeden: domownicy

Jakby to okrutnie nie zabrzmiało, domownicy są podstawową i największą przeszkodą na drodze do zorganizowanego i produktywnego dnia pracy w domu. Stanowią nieustające źródło chaosu i zamętu, niezwykle często rozpraszając uwagę w momentach, w których akurat najbardziej jej potrzebujesz.

Partner może zechcieć omówić z tobą niecierpiący zwłoki temat, przerywając ci twórczy flow, gdy akurat piszesz artykuł. Dziecko może włączyć konsolę do gier, skutecznie zagłuszając wszystko dochodzącymi z telewizora dźwiękami apokalipsy zombie, gdy akurat oglądasz webinar szkoleniowy. Pies—domagać się wyjścia na spacer pięć minut przed umówioną z klientem konsultacją online. i tak dalej, i tym podobne. Dróg, którymi chaos może wkroczyć w twoją pracę, całkowicie rozproszyć uwagę i zrujnować dzień, jest mnóstwo. A jego zastępy nadzwyczaj często mają oblicza twoich domowników.

W zależności od ilości i intensywności incydentów naruszania twojego twórczego zen należy od samego początku stawiać sprawę jasno. Poproś domowników o respektowanie ustalonego przez ciebie czasu pracy i o kategoryczne powstrzymanie się od wchodzenia ci w paradę gdy jesteś zajęty. Większość spraw zawsze może poczekać—jeśli nie do popołudnia, to przy­naj­mniej do chwili, w której zakończysz aktualnie wykonywaną czynność. O dzieleniu dnia pracy na łatwe do ogarnięcia kawałki pomówimy za chwilę.

Przy­jem­ne źródła dekoncentracji

Jest szansa, że akurat należysz do grona tych nielicznych herosów produktywności, którzy potrafią pracować w skupieniu, gdy wokół nich szaleje tornado (jeśli tak, to natychmiast się ze mną skontaktuj, chcę cię poznać). Prawdopodobnie jednak jesteś zwykłym człowiekiem, a jako taki masz swoje słabości. I te słabości sprawiają, że nie możesz poświęcić uwagi trudnym, kreatywnym zadaniom, gdy w zasięgu znajdują się jakiekolwiek możliwości bardziej przy­jem­nego i mniej męczącego spędzenia czasu.

Dla mnie przez dłuższy czas takim kuszącym słodyczą garncem miodu była konsola do gier. Gdy myślałem o tym, żeby usiąść do komputera i zabrać się do pracy, natychmiast w umyśle pojawiał się bardzo kuszący pomysł uruchomienia ulubionej gry i delektowania się przez najbliższe godziny widokami płonących wraków wrogich czołgów zmiecionych przez mojego Tygrysa. Bardzo prosty, fundamentalny wręcz psychologiczny mechanizm konfrontowania postrzeganego względnego cierpienia z postrzeganą względną przy­jem­noś­cią. Postrzeganego, a więc będącego wynikiem interpretacji sytuacji; względnego, a więc ocenianego na podstawie relacji pomiędzy elementami.

Twoje źródła dekoncentracji mogą mieć zupełnie inną postać: oglądanie filmów z kotami na YouTube, przeglądanie aktualności na Facebooku, sprzątanie domu, koszenie trawnika, spacer z psem—możliwości są tysiące. Rzecz w tym, że każda z nich wydaje się w danym momencie atrakcyjniejsza niż praca nad biznesem.

Rozwiązanie ma dwa aspekty. Pierwszym z nich jest aspekt mentalny: roztaczasz kontrolę nad swoimi przekonaniami i myśleniem, pomału przekonując samego siebie do zmiany per­spek­tywy. Ta część zadania wymaga nieustannego poszukiwania argumentów prze­mawia­jących za tym, żeby wziąć się do pracy. Myśl o celu, który chcesz osiągnąć, i o wszyst­kich korzyściach płynących z sumiennego wypełnienia czekających cię obowiązków. Jednocześnie obrzydzaj sobie w myślach jak tylko potrafisz wszystko, co odciągało cię do tej pory od pracy. Bagatelizuj i drwij z dotychczasowych bez­produk­tywnych pożeraczy czasu dotąd, aż szala przechyli się wreszcie na drugą stronę.

Drugim podejściem, które możesz zastosować równolegle do pierwszego, jest zmodyfikowanie środowiska. Usuwając ze swojego otoczenia lub przy­naj­mniej znacznie utrudniając dostęp do dotychczasowych źródeł dekoncentracji faktycznie zmniejszysz ich atrakcyjność. Pomysł zabrania się do roboty w takiej sytuacji będzie malował się w dużo korzystniejszych barwach.

Brak jasno zdefiniowanych celów

Ogólnie zarysowane koncepcje nigdy nie będą działać, jeśli nie działają podstawowe komponenty i procesy

W porządku, połowa drogi do sukcesu w postaci pro­duk­tyw­nego dnia za tobą. Rodzina nie przeszkadza, konsola wy­łą­czona, Facebook zamknięty. Muzyczka gra, a ty zacierasz ręce i… nie wiesz co dalej robić! Siedzisz przy biurku i zas­ta­na­wiasz się od czego zacząć. A czas ucieka.

Posiadanie ostatecznego (lub przy­naj­mniej „wielkiego”) celu jest bardzo ważne dla sukcesu rozpatrywanego w odległej per­spek­tywie, ale samo istnienie takiego celu w niczym nie po­ma­ga, jeśli nie potrafimy rozłożyć jego realizacji na etapy, a nas­tęp­nie zdecydować, jakie czynności wykonać, aby pokonać dany etap. Ogólnie zarysowane koncepcje nigdy nie będą dzia­łać, jeśli wcześniej nie upewnimy się, że działają podstawowe komponenty i procesy.

Najmniejszą i najważniejszą jednostką planowania celów będzie zawsze dzień roboczy. Każdego dnia, w trakcie którego zrealizujesz cele cząstkowe, będziesz posuwał się naprzód na drodze do celu ostatecznego. Z drugiej strony, jeśli siadasz do pracy nie mając określonego celu do realizacji, albo dopiero zastanawiając się co zrobić, podcinasz skrzydła produktywności. Szybko okaże się, że chęć do pracy tajemniczo wyparowała i świerzbi cię, żeby oddać się jakiejś przy­jem­niej­szej czynności.

Dobra wiadomość jest taka, że jeśli zdefiniujesz już codzienne procesy i zadania niezbędne dla realizacji obranego celu, poczujesz się dużo lepiej. Określona struktura dnia i towarzysząca jej lista „rzeczy do zrobienia” uwalniają umysł od potrzeby ciągłego zastanawiania się i bezproduktywnego marnowania energii, ułatwiając skupienie uwagi na pracy.

Niski poziom energii

„W zdrowym ciele zdrowy duch”. Umysł i ciało są ze sobą nierozerwalnie sprzężone i efektywność (lub jej brak) jednego wpływa na drugie. Ten wpływ może nie być wyraźnie widoczny na początku, ale jeżeli zaniedbasz swoje ciało, wkrótce twoje procesy mentalne zaczną nawalać. To działa także w drugą stronę—karmiąc umysł szkodliwymi ideami i pielęgnując negatywne myśli zbyt długo, doprowadzisz po pewnym czasie do fizycznego wyczerpania. Nigdy nie uda ci się osiągnąć celu, jeżeli w baku brakuje paliwa.

Stres to jeden z ważniejszych sprawców fizycznego i mentalnego wyczerpania, a praca w niezbyt sprzyjającym otoczeniu na pewno nie należy do odprężających. Jednak w tym przypadku od samego otoczenia ważniejsze jest to, jakie masz podejście do sytuacji. Twoje przekonania i nastawienie będą sprawiały, że albo zaczniesz się nakręcać i wściekać, aplikując sobie końską dawkę stresu, albo będziesz kultywował stoicki spokój, nie pozwalając emocjom szaleć. I nie chodzi tutaj o duszenie w sobie emocji, lecz o zmianę mentalnych filtrów (przekonań), przez które patrzysz na sytuację i oceniasz ją.

Jakie konkretnie kroki możesz podjąć, by zwiększyć swój poziom energii? Popracuj nad zredukowaniem stresu psychicznego. Śpij wystarczająco długo, uprawiaj medytację, jogę, chodź na spacery wśród zieleni lub oddawaj się odprężającemu hobby. Na pewno wiesz doskonale, co odpręża cię umysłowo i emocjonalnie. Następnie zadbaj o ciało. Zredukuj ilość przyjmowanych substancji modyfikujących nastrój, takich jak kawa, alkohol, środki uspo­kaja­jące czy pobudzające. Zadbaj o zdrową dietę, pozbawioną nadmiaru cukru i innych węglo­wo­danów. Zbyt dużo węglowodanów w diecie sprawia, że doświadczamy nieustannych wahań poziomu energii w ciągu dnia wywołanych gwałtownymi zmianami poziomu insuliny we krwi. Insulina jest hormonem wywierającym ogromny wpływ na gospodarkę energetyczną organizmu.

I wreszcie—zacznij uprawiać regularnie sport. W kontekście podniesienia poziomu energii i odstresowania się bardzo ważne jest, żeby sesje treningowe nie przedłużały się ponad 45-60 minut, ponieważ po takim czasie intensywnego wysiłku zaczyna rosnąć poziom „hormonu stresu”—kortyzolu. A tego chcielibyśmy uniknąć.

Co powinieneś wynieść z tego artykułu

Praca w domu wymaga ogromnego samozaparcia i zdyscyplinowania, ponieważ nie mamy już szefa. W wykonaniu obowiązków mogą przeszkadzać czynniki zewnętrzne lub wewnętrzne. Pierwsze z nich można próbować zniwelować fizycznie dostosowując najbliższe otoczenie tak, aby sprzyjało większemu skupieniu. Drugie z nich można zmienić kultywując pożądane nawyki myślowe i eliminując szkodliwe. Znacznie pomaga w tym dokładne planowanie działań i ustalanie celów do realizacji.

Na to wszystko potrzebujemy energii, dlatego należy zadbać o zdrowie i relaks. Silne ciało i odprężony umysł pozwolą ci pracować wiele godzin z zachowaniem olbrzymiej produktywności.

Shares